Ewakuacja Marka Falenty z aresztu śledczego Warszawa Białołęka

Reklama

śr., 08/21/2019 - 08:05 -- zzz

Marek Falenta, biznesmen skazany w aferze podsłuchowej, przeniesiony nagle z aresztu śledczego Warszawa Białołęka w nieznane miejsce. Przeniesienie może mieć związek z ostatnim głośnym rzekomym samobójstwem w tym areszcie Dawida Kosteckiego - dowiedziało się Radio ZET. 

 

Miejsce pobytu Falenty nie jest znane nawet jego prawnikom. Wczoraj adwokat Marka Falenty, który stawił się na Białołęce na widzenie z klientem, usłyszał, że ten nie przebywa już w tym areszcie, a aktualne miejsce jego pobytu nie zostanie mu ujawnione - ustaliło Radio ZET.

Przeniesienie może mieć związek z ostatnim głośnym samobójstwem w tym areszcie Dawida Kosteckiego i samookaleczeniami więźniów.

Falenta po ucieczce z Polski do Hiszpanii bronił się przed ekstradycją, twierdząc że w polskim zakładzie karnym grozi mu realne niebezpieczeństwo.

Przypomnijmy:

Marek Falenta ujawnił patologię członków Platformy Obywatelskiej. W restauracji "Sowa i Przyjaciele" założył podsłuchy. Nieświadomie członkowie rządu PO-PSL jedli i pili na koszt podatników rozmawiając o polityce. Na jaw wyszły kryminalne szczegóły politycznych układów i to dzięki Falencie PIS wygrał wybory.

Założył podsłuchy politykom

Za nielegalne założenie podsłuchów, Falenta został skazany na 2,5 roku bezwzględnego więzienia. Jak twierdzą jego obrońcy, Falenta boi się osadzenia w więzieniu, ponieważ grożono mu wcześniej śmiercią. Marek Falenta obawia się, że w więzieniu, jeśli go nie zabiją, to na pewno coś mu zrobią.

 

"Panie Prezesie, jest mi bardzo przykro. Liczyłem, że wielka sprawa, do jakiej się przyczyniłem, zostanie mi zapamiętana i po wygranych wyborach załatwiona niejako z urzędu. Zresztą taka była obietnica Panów z CBA" - napisał Marek Falenta w liście do Jarosława Kaczyńskiego. 
 

"Ujawnię zleceniodawców i wszystkie szczegóły"

Przypomnijmy, że kilka dni temu "Rzeczpospolita" ujawniła treść innego listu, który Falenta skierował do Andrzeja Dudy. Prosił w nim o ułaskawienie i groził "ujawnieniem zleceniodawców" afery taśmowej.

Falenta napisał do prezydenta, że choć "zrobił, co do niego należało, wywiązał się ze wszystkich złożonych obietnic, to został okrutnie oszukany przez ludzi wywodzących się z Pana (Andrzeja Dudy) formacji".

"Obiecali wiele korzyści i łupów politycznych. Czekałem lata codziennie łudzony, że niebawem nadejdzie dzień, w którym zostanę przez Pana ułaskawiony. Nie widać nadziei na jego nadejście. Proszę potraktować ten list jako ostatnią szansę na porozumienie ze mną. Nie zamierzam umierać w samotności. Ujawnię zleceniodawców i wszystkie szczegóły" - groził w liście, który ujawniła "Rzeczpospolita".

Biznesmen skazany w aferze podsłuchowej wymienia też w liście swoje zasługi: "Razem z polskimi służbami od kilkunastu lat tępiłem liczne przykłady rozkradania majątku państwowego. Mogą to potwierdzić liczni funkcjonariusze polskich służb, m.in. Panowie Jarosław Wojtycki, szef warszawskiej delegatury CBA, i pełnomocnik szefa CBA Artur Chudziński".

"Gdy odkryłem proceder nagrywania przez kelnerów, od początku przyszedłem z tymi informacjami, jeszcze przed aferą, do Pana byłego skarbnika Stanisława Kostrzewskiego, któremu jako pierwszemu pokazałem pozyskane nagrania. (...) Zatrudniłem wtedy jego siostrzenicę" - relacjonuje w liście do prezesa PiS Falenta. "Potem spotkaliśmy się u Pana w siedzibie przy ul. Nowogrodzkiej. To on skontaktował mnie z agentami służb CBA z Wrocławia i ABW z Katowic, którym otwarcie pokazałem, jaki materiał pozyskałem. Poprosili o kontynuację tej operacji, co też wykonałem" - czytamy.

Biznesmen podkreśla, "że nie chce żadnych nagród", ale "móc normalnie żyć w normalnym kraju". "Pan jest jedynym, który może to sprawić. Ma Pan odwagę oraz odpowiednią władzę do tego, aby mi pomóc" - podkreśla Falenta.

 

Autor: 
zzz
Źródło: 
radiozet/plportal.pl

Reklama

plportal.pl