WSPÓŁWIĘZIEŃ KOSTECKIEGO DOKONAŁ SAMOOKALECZENIA. KTO NASTĘPNY DO NIEBA?

Reklama

wt., 08/20/2019 - 17:09 -- zzz

Mariusz G., który w chwili śmierci Dawida Kosteckiego przebywał z nim w celi w Areszcie Śledczym w Warszawie-Białołęce, dokonał samookaleczenia - poinformowała we wtorek rzecznik prasowa dyrektora generalnego Służby Więziennej ppłk Elżbieta Krakowska. Jak dodała, nie była to próba samobójcza.

Jak dowiedziała się PAP, do samookaleczenia miało dojść w ostatnią sobotę. Z informacji, jakie przekazała rzecznik prasowa dyrektora generalnego Służby Więziennej ppłk Elżbieta Krakowska wynika, że Mariusz G. celowo skaleczył się w przedramię. Chwilę po tym incydencie udzielono mu pomocy medycznej. Krakowska podkreśla, że nie była to próba samobójcza. Mariusz G. przebywał w jednej celi z Dawidem Kosteckim w dniu, w którym Kostecki rzekomo popełnił samobójstwo.

Według informacji, do których dotarła PAP, do samookaleczenia doszło po rozmowie z partnerką Mariusza G. Kobieta miała mu m.in. powiedzieć, że przez to, co dzieje się wokół sprawy Dawida Kosteckiego "nigdy nie wyjdzie z więzienia". Mariusz G. w rozmowie z psychologiem miał także powiedzieć, że jest załamany tym, co się dzieje w związku ze śmiercią Kosteckiego, miał się także bać, że zostanie posądzony o jego zabójstwo.

Te informacje częściowo potwierdza Służba Więzienna. Jak poinformowała ppłk Elżbieta Krakowska, G. rzeczywiście rozmawiał ze swoją partnerką. "Później tłumaczył psychologowi swój czyn załamaniem nerwowym z powodu medialnych doniesień, które sugerują jego udział w śmierci Dawida Kosteckiego". Zdaniem Krakowskiej, G. uważa to "za nagonkę, której ulegają jego bliscy, co doprowadziło do poważnych problemów osobistych".

Mariusza G. objęto wzmożoną opieką wychowawczą i psychologiczną.

Kolejny przypadek autoagresji

Samookaleczenie Mariusza G. to kolejny przypadek autoagresji u osadzonego, który miał związek z Dawidem Kosteckim. Tydzień po śmierci boksera, w Zakładzie Karnym w Rzeszowie doszło do aktu autoagresji z udziałem Macieja M., który - według nieoficjalnych informacji - miał zeznawać przed warszawskim sądem w tym samym procesie, co zmarły bokser. Kostecki w więzieniu w Rzeszowie odbywał wyrok. W czerwcu został przewieziony na Białołękę.

Jeden z pełnomocników rodziny Dawida Kosteckiego mec. Roman Giertych zapowiedział w poniedziałek, że złoży wniosek o przesłuchanie Macieja M. w sprawie śmierci boksera. Według M. u Kosteckiego przy przenosinach go do aresztu na Białołęce znaleziono telefon i pendrive z nagraniami. Giertych chce dołączenia nagrań do akt.

Śmierć Kosteckiego

Do śmierci Kosteckiego doszło 2 sierpnia nad ranem w celi Aresztu Śledczego Warszawa-Białołęka. Miał się powiesić w łóżku na pętli z prześcieradła przykryty kocem - co zdaniem służby więziennej uniemożliwiło natychmiastową reakcję współosadzonych. Następnie - jak informowała Służba Więzienna - zaalarmowani funkcjonariusze reanimowali mężczyznę do czasu przyjazdu pogotowia ratunkowego. Ekipie pogotowia nie udało się go uratować.

Zlecona przez prokuraturę sekcja zwłok wykluczyła udział w jego śmierci osób trzecich, potwierdzając popełnienie samobójstwa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. W samobójstwo nie wierzy rodzina Kosteckiego, którą reprezentują mecenasi Giertych i Jacek Dubois.

Po śmierci Kosteckiego Służba Więzienna powołała specjalną komisję do wyjaśnienia jej okoliczności. Wstępne ustalenia zespołu wykluczają udział osób trzecich. Sprawą zajął się także Rzecznik Praw Obywatelskich.

Przypomnijmy:

 W 2011 roku Dawid Kostecki zostaje skazany przez Sąd w Rzeszowie na 2,5 roku za założenie i współkierowanie grupą przestępczą czerpiącą korzyści z nierządu. Bokser nie przyznaje się do winy. Trafia do aresztu. Rok później bezskutecznie prosi o przepustkę na walkę ze słynnym amerykańskim bokserem Royem Jonesem Jr.

"Cygan" ujawnia, prokuratura reaguje

Niedługo po tym, na jego profilu na facebooku ukazuje się sensacyjny wpis. "Cygan” twierdzi w nim, że jest niewinny, a wrobił go wysoko postawiony, skorumpowany oficer rzeszowskiego CBŚ Daniel Ś.

Co było we wpisie? "Na terenie Rzeszowa oraz województwa podkarpackiego, działa od ok. 18 lat, sieć agencji towarzyskich, które prowadzą Alex i Żenia. Od zwykłych handlarzy na bazarze w Rzeszowie, obecnie stworzyli IMPERIUM czerpania korzyści z prostytucji. Tak też nazwali swoją główną siedzibę IMPERIUM w Świlczy k. Rzeszowa. Z biednych chłopców z bazaru rzeszowskiego Alex i Żenia stali się milionerami, których chroni skorumpowany układ urzędników i funkcjonariuszy w Rzeszowie - pisał Kostecki.

"Co najmniej kilkunastu świadków podaje, że po pieniądze do Alexa i Żeni, systematycznie przyjeżdża funkcjonariusz CBŚP w Rzeszowie, Daniel Ś. Widywano również nieletnie. Biznes kwitnie nielegalnie, a na nim ogromna korupcja urzędników i elity Podkarpacia (…)" - ujawniał bokser.

Reakcja prokuratury

Po wpisie reaguje prokuratura. Wzywa boksera do złożenia zeznań. Wszczyna śledztwo w sprawie agencji towarzyskich i sutenerstwa na Podkarpaciu. Szybko okazuje się, że za interesem stoją ukraińscy bracia R., a także wspomniany oficer CBŚP. Cała trójka występuje również w aferze podkarpackiej. Miała w swoich agencjach nagrywać prominentnych polityków, przedsiębiorców i funkcjonariuszy służb. M.in. nagrać jednego z czołowych polityków PiS, który uprawiał seks z nieletnią Ukrainką. Taśma do tej pory nie ujrzała światła dziennego.

 

Mariusz Gierszewski@MariuszGierszew

.@RadioZET_NEWS Ukraińscy sutenerzy, właściciele agencji towarzyskich na Podkarpaciu gdzie miało dochodzić do nagrywania VIPów prowadzili rozległe interesy.Świadczyli usługi hotelarskie,cateringowe.Prowadzili restaurację i motel. W Łodzi ich spółka miała zajmować się fizjoterapią

 

Zdaniem byłego agenta CBA Wojciecha Janika, który na polecenie obecnych szefów Biura rozpracowywał półświatek Podkarpacia, chodzi o byłego marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Ten stanowczo zaprzeczał, nazywał informacje agenta pomówieniami i skierował sprawę do prokuratury.

 

 

Kostecki zeznawał ws. ukraińskiego interesu braci dwukrotnie 12 i 19 października 2012 r. Według śledczych, informacje przekazane przez Dawida Kosteckiego miały charakter ogólny i dotyczyły funkcjonariuszy CBŚP i braci R. "W swoich zeznaniach Dawid Kostecki nigdy nie wskazał, aby znani politycy i urzędnicy państwowi korzystali z usług podkarpackich agencji towarzyskich" - informuje Prokuratura Krajowa, cytowana przez "Rzeczpospolitą".

W agencjach nagrywano klientów

Według funkcjonariusza jednej z podkarpackich służb, który rozpracowywał m.in. grupy przestępcze na terenie Podkarpacia, śledczy powinni się przyjrzeć początkowej, przestępczej działalności Kosteckiego.

- W tamtych latach za ochronę agencji trzeba było płacić. I to słono. A kto najlepiej zajmie się ochroną jak nie ludzie służb? Ukraińcy szybko się dogadali, a Kostecki i jego kompani nie chcieli sie dogadać. To był okres, kiedy "Cygan" robił karierę w ringu. Wydawało mu się, że na rynku agencji towarzyskich również będzie rządził. A to tak nie działa – mówi nam nasz informator.

 

- "Cygan" i jego kompani mieli trzy agencje. Czy w swoich agencjach nagrywał klientów? Każdy wtedy nagrywał, żeby mieć plecy. Na pewno miał dużą wiedzę na temat lokalnych układów – mówi nam funkcjonariusz jednej ze służb, która zajmowała się grupami przestępczymi na Podkarpaciu.

Sylwester R@@TropicielWP

To Cygan kilka lat temu ujawnił że oficer rzeszowskiego CBŚ Daniel S.robi interesy z ukraińskimi braćmi R. Ta sama trójka przewija się przy aferze z sekstasma polityka PiS i nagraniami z agencji towarzyskich. B. oficer CBŚ jest dziś detektywem. Bracia R. na wolności. A Cygan...

Według naszego informatora, w domach publicznych "Cygana” również pojawiali się politycy, lokalni działacze, przedsiębiorcy, czy funkcjonariusze służb. – Nie był to taki kaliber, jak w agencjach towarzyskich prowadzonych przez braci R. Te przybytki były chronione przez ludzi z rzeszowskiego CBŚP, lokale "Cygana" już nie – twierdzi nasz informator.

"Cygan" został skazany za współkierowanie grupą przestępczą, która dorabiała się w latach 2003-2007 na pracy prostytutek w trzech agencjach towarzyskich: Venus i Velvet w Rzeszowie oraz Przystanek Alaska w Lutoryżu.

 

Jak ujawnił "Newsweek", akta sprawy Kosteckiego wyglądały jak niekompletne. Do najważniejszych dowodów, tych, które pogrążyły go przed sądem, dostępu nie było. Były utajnione. To zapisy kilku rozmów telefonicznych i SMS-ów przechwyconych przez policyjne podsłuchy.

W rzeszowskim więzieniu był nie do ruszenia

Przypomnijmy, że wspomniany b. oficer CBŚP Daniel Ś. odsiedział kilkanaście miesięcy w areszcie i w tajemniczych okolicznościach wyszedł na wolność. Ukraińscy bracia R. usłyszeli zadziwiająco niskie wyroki 1 rok i 1,5 roku pozbawienia wolności. Jeden z braci opuścił wcześniej Zakład Karny, ze względu na zły stan zdrowia. Dzisiaj Ukraińcy są na wolności i nadal prowadzą interesy. Z kolei Daniel Ś. jest prywatnym detektywem.

Nasz informator: – Kostecki w Zakładzie Karnym w Rzeszowie był nie do ruszenia. Osadzeni mieli do niego szacunek, znali go z ringu. Nie miał wrogów. Dlaczego nagle został przewieziony do aresztu śledczego na Białołęce? Dlaczego do tego samego miejsca, gdzie przebywał Tomasz G. oskarżony o rozbój. Przecież Kostecki miał zeznawać przeciwko niemu, był jego wrogiem numer 1. Kto podjął taką decyzję? - pyta nasz rozmówca, były funkcjonariusz z kierownictwa jednej ze służb.

Kostecki trafił do aresztu na Białołękę 18 czerwca. Miał zeznawać jako świadek w Sądzie Rejonowym Warszawa-Praga w procesie dotyczącym rozbojów w latach 2007-2008. Tomaszowi G. grozi do 10 lat więzienia.

2 sierpnia Kosteckiego znaleziono martwego w celi. Według prokuratora Wojciecha Kapuścińskiego, na szyi boksera znaleziono dwa niewielkie czerwone punkty, które przypominają ślady powstałe w wyniku wkłucia igły. Zdaniem rzecznika Prokuratury Warszawa - Praga Marcina Sadusia, "powłoki skórne nie zostały przebite", co wyklucza wkłucie igłą. Zaznaczył też, że ślady nie przypominają tych od paralizatora. Na razie nie wiadomo, skąd pochodzą.

Nikt nic nie słyszał?

Nasz informator: - Prokuratura powinna odpowiedzieć na pytanie: czy na leżąco, bezgłośnie można odebrać sobie życie poprzez powieszenie. Są odruchy niekontrolowane, mimowolne i bezwarunkowe. Kostecki siedział z innymi osadzonymi. I nikt nic nie słyszał? "Cygan" to silny facet. Rdzenia nie mógł sobie przerwać. Uduszenie mogło nastąpić poprzez ucisk na tchawicę - mówi nam nasz rozmówca.

Te wątpliwości wyjaśniłaby zapewne powtórna sekcja zwłok, ale praska prokuratura na razie nie podjęła decyzji o jej przeprowadzeniu. We wcześniejszych wypowiedziach śledczy zapewniali, że nie ma takiej potrzeby.

wojciech czuchnowski@czuchnowski

Wstępny protokół oględzin zwłok Kosteckiego ujawnia dwa ślady mogące wskazywać na „zbrodniczy charakter śmierci”

Zobacz obraz na Twitterze

Tymczasem, jak ujawniła "Rzeczpospolita”, po śmierci Kosteckiego ostrzeżenie dostał jeden z podkarpackich biznesmenów, który doprowadził do złożenia zeznań przez "Cygana" o ukraińskich sutenerach w 2012 r..

– Bardzo wiarygodna osoba ostrzegła mnie, żebym uważał, bo chcą mi podłożyć bombę pod samochodem – mówi nam Marek K. – Potraktowałem to poważnie. Zamierzam zawiadomić o tym prokuraturę – zaznacza w rozmowie z "Rz”. Kto miałby mu grozić? – Wciąż aktywny "układ podkarpacki” – przypuszcza K. Według dziennika to kolejna wątpliwość wokół śmierci boksera Dawida Kosteckiego.

Dziwne losy szefa rzeszowskiej delegatury ABW

W sprawie jest jeszcze jeden ciekawy wątek, który ustaliła Wirtualna Polska, a który powinien być zbadany. Przez wiele lat interes ukraińskich braci R. był chroniony przez służby. A tym samym byli bezkarni. W 2016 roku nalot na agencje towarzyskie prowadzone przez braci R. przeprowadziła rzeszowska ABW. Tym samym, sprawa w końcu ruszyła, a ukraińskich sutenerów skazano prawomocnymi wyrokami. Na czele rzeszowskiej delegatury ABW stał wówczas Paweł Żuczek. Ten sam, który w 2007 roku (za rządów PiS) był wiceszefem katowickiej delegatury. To on poniósł służbową odpowiedzialność i został zwolniony, po samobójstwie Barbary Blidy.

Co ciekawe, nalot na agencje braci R. i postawienie ich przed organami wymiaru sprawiedliwości powinny być postrzegane jako sukces służb. Ale Żuczek po tych zatrzymaniach został przeniesiony do oddziału ABW w Lublinie. Na niższe stanowisko. Zastępcę dyrektora tamtejszej delegatury. Pełnił tę funkcję przez kilkanaście miesięcy. Według nieoficjalnych informacji, obecnie pracuje w łódzkiej delegaturze na jeszcze niższym stanowisku.

Roman Giertych@GiertychRoman

 

Zobacz obraz na Twitterze

 

Warto więc zapytać: czy jego regres w karierze zawodowej ma związek z 2016 rokiem, nalotem na agencje towarzyskie braci R. i nagrywaniem polityków z Podkarpacia, w tym polityków PiS.

Kostecki miał wyjść na wolność za dwa lata. Jego rodzina nie wierzy, że popełnił samobójstwo.

Tymczasem, jak ujawniło we wtorek po południu Radio Zet, tydzień po śmierci Dawida Kosteckiego w Zakładzie Karnym w Rzeszowie próbował popełnić samobójstwo kolejny więzień Maciej M. 1 lipca tego roku miał on być przetransportowany do Warszawy, by zeznawać w tej samej sprawie co Kostecki dotyczącej rozboju.

 

Rodzina Dawida Kosteckiego nie wierzy w wersję przedstawioną przez prokuraturę, która twierdzi, że bokser popełnił samobójstwo poprzez powieszenie się na pętli z prześcieradła. Pełnomocnicy bliskich boksera, Roman Giertych i Jacek Dubois, domagają się przeprowadzenia powtórnej sekcji zwłok, podczas której zostaną zbadane m.in. nakłucia na szyi Kosteckiego. Według prokuratora Wojciecha Kapuścińskiego, mogą one świadczyć o "zbrodniczym charakterze śmierci".

Prokuratura nie podjęła jednak decyzji o przeprowadzeniu powtórnej sekcji, która miałaby wyjaśnić wątpliwości. W związku z tym pełnomocnicy rodziny Kosteckiego wystosowali ponowny apel do ministra sprawiedliwości o wyjaśnienie "rzeczywistej"  przyczyny śmierci boksera.

Giertych i Dubois zwrócili uwagę na konieczność ustalenia pochodzenia otarć naskórka stwierdzonych na jego szyi, które prokurator Wojciech Kapuściński uznał za możliwe ślady zbrodni. "Po ponownej analizie dostępnych materiałów, oględzinach ciała zmarłego oraz konsultacji z lekarzami uważamy, że ślady ujawnione na ciele zmarłego Dawida Kosteckiego mogły powstać podczas walki, a zatem wskazują na udział osób trzecich w zdarzeniu" - czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez Giertycha na Facebooku.

 

Mecenas ujawnił pięć obrażeń widocznych na zwłokach. Są to:
1. Obrażenia na tylnej powierzchni lewego ramienia o średnicy kilku centymetrów.
2. Uszkodzenia naskórka i podbiegnięcia krwawe ręki prawej
a) przedramienia - na tylnej oraz bocznej powierzchni otarcie naskórka.
b) powierzchni ręki prawej - otarcia naskórka
3. Obrażenia na grzbiecie oraz podbiegnięcia krwawe o wymiarach kilku centymetrów.
4. Rana na nodze lewej o szerokości ok. 0.5 cm
5. Dwa zdarcia naskórka po lewej stronie szyi pod uchem o średnicy ok. 3 mm.

Zdaniem Giertycha obrażenia te mogły powstać w wyniku urazu bezpośredniego, najprawdopodobniej z udziałem osób trzecich. "Usytuowanie tych obrażeń może wskazywać na to, że Dawid Kostecki był przytrzymywany i unieruchomiony w pozycji leżącej przez osobę trzecią (osoby trzecie) w ten sposób, że napastnik siedząc na nim obiema rękoma przytrzymywał go za ręce (przedramię i ramię). Równolegle druga osoba mogła dusić Dawid Kosteckiego, zaciskając zwinięte prześcieradło wokół jego szyi, co doprowadziło do utraty przez niego przytomności, a następnie do jego śmierci. Następnie ciało mogło zostać usytuowane w pozycji półsiedzącej, a prześcieradło przywiązane do kraty celem upozorowania samobójstwa. Być może przed użyciem przemocy zmarłego ogłuszono chemicznie lub przy pomocy urządzenia paraliżującego" - przekazał Giertych.

Wcześniej hipotezę o udziale osób trzecich w śmierci Kosteckiego wykluczyła prokuratura. Dlatego mecenasi Giertych i Dubois oraz rodzina domagają się powtórnego badania.

"Brak wyjaśnienia mechanizmu powstania obrażeń oznacza, że przeprowadzona sekcja zwłok jest niewystarczająca, a tym samym niewiarygodna w zakresie wykluczenia udziału osób trzecich w zdarzeniu. W związku z powyższym konieczne jest powtórne wykonanie badania sekcyjnego w celu wyjaśnienia tych niejasności przez niezależny zespół ekspertów" - przekazano w oświadczeniu.

"Ponadto wnosimy o dopuszczenie dowodu z opinii zespołu biegłych lekarzy i specjalistów z zakresu kryminalistyki na okoliczność zbadania czy powyższa wersja jest możliwa, jak również czy możliwa jest wersja prezentowana dotychczas przez Prokuraturę, polegająca na popełnieniu przez Dawida Kosteckiego samobójstwa przez powieszenie w pozycji leżącej, zwłaszcza przy nie spostrzeżeniu tego przez współwięźniów. Ponieważ Prokuratura odmawia wykonania powtórnej sekcji w celu ustalenia rzeczywistych przyczyn śmierci Dawida Kosteckiego powyższy apel, na prośbę rodziny zmarłego, która jest zdania, że Dawid Kostecki nie zginął śmiercią samobójczą, ogłaszamy publicznie" - dodają Giertych i Dubois.

2 sierpnia Kostecki, według oficjalnych informacji przekazanych przez Służbę Więzienną, miał popełnić samobójstwo. - Powiesił się na pętli z prześcieradła, leżąc w łóżku pod kocem. Uniemożliwiło to natychmiastową reakcję współosadzonych - poinformowała ppłk Elżbieta Krakowska, rzecznik prasowy Dyrektora Generalnego Służby Więziennej.

 

Były młodzieżowy mistrz świata WBC w 2011 r. został skazany na 2,5 roku więzienia za założenie i współkierowanie grupą przestępczą czerpiącą korzyści z nierządu. W 2016 r. znów trafił do więzienia. Tym razem za kierowanie grupą przestępczą, która miała zajmować się m.in. legalizacją i obrotem samochodami pochodzącymi z kradzieży w krajach UE, wyłudzaniem podatku VAT oraz praniem brudnych pieniędzy.

Autor: 
zzz
Źródło: 
pap/interia/wp/plportal

Reklama

plportal.pl