Policja ma dość PIS-owskich rozkazów. Jesteśmy z wami!

Reklama

pon., 10/26/2020 - 14:07 -- zzz

Protesty z powodu wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji nie ustają. Gorąco w niedzielę było m.in. w Katowicach, gdzie policjanci użyli gazu. - Nam naprawdę nie jest wszystko jedno - mówią śląscy funkcjonariusze.

W niedzielę w wielu polskich miastach miały miejsce protesty osób sprzeciwiających się orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej. W Warszawie wielotysięczny tłum zgromadził się przed siedzibą Kurii Metropolitalnej, Pałacem Prezydenckim oraz siedzibą organizacji Ordo Iuris, popierającej wyrok, który stwierdza, że aborcja ze względu na poważne wady płodu jest niezgodna z Konstytucją.

Pochód przeszedł też przez ulice Katowic. Doszło do niejednej interwencji policji, m.in. przed Archikatedrą Chrystusa Króla. Funkcjonariusze wyciągali najbardziej agresywne osoby z tłumu, używając przy tym gazu.

O to, jak protesty wyglądają z perspektywy samych policjantów, postanowiła zapytać ich redakcja "Gazety Wyborczej". Katowiccy funkcjonariusze poprosili jednak, żeby nie ujawniać ich danych z powodu ewentualnych problemów w pracy.

- Podczas protestów kobiet widzimy znajomych i jesteśmy z nimi sercem. W naszej pracy nie ma jednak klauzuli sumienia i nie możemy powiedzieć dowódcy, że tej demonstracji nie zabezpieczamy, bo popieramy postulaty protestujących dziewczyn - tłumaczą policjanci z oddziałów prewencji w Katowicach.

Funkcjonariusze stanowczo podkreślają, że nie są tylko wykonawcami rozkazów, ale mają własne zdanie i uczucia.

- Nam naprawdę nie jest wszystko jedno. Jak stoimy przed plującymi jadem i demolującymi miasto kibolami, wszystko jest prostsze. Oni mogą nas jebać, my jednak wiemy, że stoimy po dobrej stronie. Jest łatwiej, bo chronimy ludzi i ich majątek - zaznaczają.

Dodają też, że "w tłumie protestujących widzą znajomych czy sąsiadów i sercem są z nimi".- Pan myśli, że my nie mamy żon, dziewczyn czy córek? Jako mężowie czy ojcowie też chcemy, żeby kobiety miały wybór - przekonują w rozmowie z "GW" policjanci.

Policjanci podkreślają również, że mimo własnych, popierających protestujących poglądów, wciąż muszą chronić prawa. - Jesteśmy z nimi i popieramy ich postulaty. W naszej pracy nie ma jednak klauzuli sumienia, nie możemy powiedzieć dowódcy, że tego protestu nie zabezpieczymy, bo jesteśmy z kobietami. Taką mamy pracę, że musimy stać na straży bezpieczeństwa, nawet jeśli nam się to nie podoba - wyjaśniają.

- Podczas protestów kobiet widzimy znajomych i jesteśmy z nimi sercem. W naszej pracy nie ma jednak klauzuli sumienia i nie możemy powiedzieć dowódcy, że tej demonstracji nie zabezpieczamy, bo popieramy postulaty protestujących dziewczyn - tłumaczą policjanci z oddziałów prewencji w Katowicach.

Funkcjonariusze stanowczo podkreślają, że nie są tylko wykonawcami rozkazów, ale mają własne zdanie i uczucia.

- Nam naprawdę nie jest wszystko jedno. Jak stoimy przed plującymi jadem i demolującymi miasto kibolami, wszystko jest prostsze. Oni mogą nas jebać, my jednak wiemy, że stoimy po dobrej stronie. Jest łatwiej, bo chronimy ludzi i ich majątek - zaznaczają.

Dodają też, że "w tłumie protestujących widzą znajomych czy sąsiadów i sercem są z nimi".- Pan myśli, że my nie mamy żon, dziewczyn czy córek? Jako mężowie czy ojcowie też chcemy, żeby kobiety miały wybór - przekonują w rozmowie z "GW" policjanci.

Policjanci podkreślają również, że mimo własnych, popierających protestujących poglądów, wciąż muszą chronić prawa. - Jesteśmy z nimi i popieramy ich postulaty. W naszej pracy nie ma jednak klauzuli sumienia, nie możemy powiedzieć dowódcy, że tego protestu nie zabezpieczymy, bo jesteśmy z kobietami. Taką mamy pracę, że musimy stać na straży bezpieczeństwa, nawet jeśli nam się to nie podoba - wyjaśniają.

- Przez głośniki puszczamy tylko apel, aby się rozejść. Robimy to dla zachowania pozorów, bo wiemy, że nikt się nie ruszy - mówią policjanci.

Jak relacjonują, widzą też, co piszą o nich ludzie. - Służba w policji to nasza praca, z której utrzymujemy rodziny, spłacamy kredyty. Ciekawe, czy komentujący tak łatwo rzuciliby swoją robotą - pytają mundurowi.

A co z użyciem gazu wobec demonstrantów? - Gdybyśmy nie zareagowali, doszłoby do eskalacji agresji. Z doświadczenia wiemy, że kilka agresywnych osób może pociągnąć za sobą wielotysięczny tłum - tłumaczą.

 

 

Autor: 
zzz
Źródło: 
wp.pl

Reklama

plportal.pl