Oszukani przez "Wojtka z Zanzibaru" ujawniają kulisy jego działań

Reklama

pt., 06/03/2022 - 05:53 -- zzz

Wspaniała wyspa, spokój wśród palm, wypoczynek w wysokim standardzie, a do tego towarzystwo celebrytów - to oferował turystom "Wojtek z Zanzibaru". Zbudował aurę człowieka znudzonego wyścigiem szczurów, który odnalazł swój Eden i pragnie się nim dzielić. Jego firma PiliPili rozbudowywała się i przyciągała coraz więcej klientów. Do czasu. Sprawą zajęła się Monika Gawrońska z programu "Raport".


70 lat panowania. Elżbieta II najstarszym brytyjskim monarchą
Zanzibar to rajska wyspa na Oceanie Indyjskim. Ma powierzchnię zbliżoną do Londynu i nieco ponad 600 tys. mieszkańców. 46-letni biznesmen z Trójmiasta zaczął udzielać się w mediach społecznościowych w 2017 roku. W swoich materiałach pokazywał, jak wygląda życie na Zanzibarze i oferował wynajem domków polskim turystom. Z czasem powstała firma turystyczna PiliPili i jej spółki zależne.

 

Wojciech Ż. ma nie płacić kontrahentom, a coraz więcej turystów, którzy wykupili wczasy marzeń, nie tylko nie może dotrzeć na Zanzibar, ale też odzyskać swoich pieniędzy. Sam hotelarz, choć ma kryminalną przeszłość i nie ma odpowiednich uprawnień, wciąż sprzedaje marzenia o rajskim urlopie.

Początkowy zachwyt
O wycieczkach organizowanych przez Wojciecha Ż. usłyszało w 2021 roku polskie małżeństwo z okolic Gdańska – Izabela i Tomasz. W hotelu "Wojtka z Zanzibaru" spędzili święta Bożego Narodzenia wraz z córką.

 

- Ten pierwszy pobyt na Zanzibarze - pierwsza klasa. Bungalow znajdował się pięć metrów od oceanu, obok był basen i restauracja. Trochę dłużej czekało się na jedzenie, ale nam to nie przeszkadzało - opowiadali Izabela i Tomasz w rozmowie z "Raportem".

 

U "Wojtka z Zanzibaru" wakacje spędzali nie tylko zwykli turyści. Biznesmen zapraszał do swoich hoteli polskich celebrytów, z którymi pokazywał się w mediach społecznościowych. Dzięki tym działaniom promocyjnym oraz więcej osób było zainteresowanych spędzeniem wakacji na rajskiej wyspie.

 

Interes prosperował świetnie, a Wojciech Ż. stawiał na kolejne gałęzie biznesu pod szyldem PiliPili. To m.in. radio, sklep internetowy, kawiarnie, bary, a także sprzedaż nieruchomości. Wojciecha Ż. nie znajdziemy wśród wspólników ani członków zarządu spółek. Udziałowcem i prezesem jest jego brat, Dominik Ż.

 

- Rozmawiałem kiedyś z kolegą, który wrócił z wakacji z Zanzibaru. Powiedział, ze jest fajny facet, pełen energii, ma jakieś trzy hotele i czy byśmy nie nawiązali z nim współpracy. Na początku szło bardzo dobrze, potem, w czerwcu-lipcu 2021 roku, zaczęły się pierwsze kłopoty z płaceniem – stwierdził w rozmowie z "Raportem" były partner biznesowy Wojciecha Ż.

Pierwsze sygnały o kłopotach
Pomimo problemów finansowych, "Wojtek z Zanzibaru" wciąż zapewniał, że wszystkie inwestycje idą zgodnie z planem, a klienci nie musza się martwić o swoje plany urlopowe. Nie wiedzieli jednak, że 46-latek ma zakaz prowadzenia działalności jako organizator turystyki. Wśród osób, które zapłaciły za kolejny pobyt, było wspomniane małżeństwo z okolic Gdańska.

WstrzymajAktualny czas00:10PrzewińDługość materiału11:02Przywróć głośnośćGłośność Tryb pełnoekranowy
Wszystko zmieniło się na początku 2022 roku. Jak wspomniał były współpracownik Wojciecha Ż., firma PiliPili nie regulowała już żadnych należności, nawet jeśli chodziło o niewielkie kwoty. 21 lutego "Wojtek z Zanzibaru" poinformował w mediach społecznościowych, że sieć hoteli zawiesza działalność na trzy miesiące. Kilka tygodni później przewoźnik czarterowy, Enter Air, który organizował loty na Zanzibar, poinformował o zerwaniu współpracy ze spółką PiliPili Fly.

 

- Dało się wyczuć, że coś jest nie tak. Pisaliśmy do Wojtka w sprawie zwrotu pieniędzy lub prawa wyboru innego terminu wyjazdu. Powiedział, że możemy odsprzedać PiliPili Coiny (wirtualna waluta stosowana do rozliczeń podczas pobytu – przyp. Red.), ale nie odzyskamy pieniędzy za samolot. Jest nam winny ok. 20 tys. zł - powiedzieli reporterce "Raportu" Izabela i Tomasz.

Ponad 20 zgłoszeń do prokuratury
Do Wojciecha Ż. zgłaszała się coraz większa grupa osób, które ubiegały się o zwrot środków. Jak wspomina były współpracownik, biznesmen najczęściej ignoruje próby kontaktu, blokuje wysyłanie wiadomości lub zachowuje się wulgarnie wobec wierzycieli.

 

"Dotychczas wpłynęło 26 zawiadomień osób pokrzywdzonych działalnością spółek Pili Pili. W zakresie organizowanych wycieczek zawiadamiający wskazywali jako szkodę kwoty od kilkunastu tysięcy złotych do kilkudziesięciu tysięcy złotych. W przypadku zakupu nieruchomości wskazywane przez zawiadamiających szkody były wyższe i sięgały od kilkudziesięciu tysięcy złotych do prawie 2 milionów złotych" - napisała w odpowiedzi na pytania Polsatu News Marzena Muklewicz, rzeczniczka prasowa Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

 

To nie będą pierwsze problemy z prawem "Wojtka z Zanzibaru". W 2019 roku został skazany za oszustwa i multiplikowanie spółek. Nie stawił się w zakładzie karnym. 8 czerwca w Sądzie Najwyższym odbędzie się rozprawa kasacyjna.

 

Co ciekawe, firma Wojciecha Ż. nadal sprzedaje wycieczki. Redakcja "Raportu" skontaktowała się z jej pracownikami, podając się za klientów. Dziennikarze w odpowiedzi dostali aktualną ofertę. Najprawdopodobniej za "Wojtkiem z Zanzibaru" zostanie wysłany list gończy. "Raport" próbował się z nim skontaktować, jednak nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Z informacji dziennikarzy wynika, że nadal przebywa na rajskiej wyspie.

 

Autor: 
zzz
Źródło: 
polastnews

Reklama

plportal.pl