Dziewięć łamanych zasad Roberta Peela - ojca profesjonalnej policji

Reklama

ndz., 05/31/2020 - 11:29 -- zzz

Robert Peel był niezwykle ciekawą postacią, w dużej mierze symptomatyczną dla nowej ery w Europie. Syn kupca, który dwakroć został premierem Wielkiej Brytanii, reprezentował zmianę jawnego paradygmatu władzy. Rozumiem przez to odejście od władzy legitymizowanej wolą Boga, na rzecz władzy legitymizowanej – wówczas – wyłącznie pieniądzem, kapitałem, stanem posiadania. Poza byciem politykiem, Peel był jednak również czymś dla świata ważniejszym: wynalazcą prawdziwej, profesjonalnej policji. Dotąd wymiar sprawiedliwości polegał na łapaczach złodziei, na przypadkowych zatrzymaniach, na organizowanych ad hoc śledztwach i tonął w bezmiarze korupcji. Nawet skuteczne prywatne lub półprywatne organizacje policyjne, jak Pinkertonowie, czy Bow Street Runners, niewiele się różniły od łapsów do wynajęcia, dostarczających sprawiedliwości, lub jej pozoru, tym, których było na to stać.

Wielka Brytania była krajem niezwykle, niesamowicie nieufnym wobec władzy jakiegokolwiek rodzaju, niemal każde jej posunięcie widząc jako objaw tyranii. Peel wiedział, że policja, która spotyka się z oporem całości społeczeństwa, nie może być efektywna. Dlatego jego policja musiała przestrzegać dziewięciu podstawowych zasad. Zasad, które policje zachodu w ogóle, a policja polska w szczególności, łamią dzisiaj z dzikim zapamiętaniem. Warto je nie tyle przypomnieć, co przedstawić – polska wikipedia nie ma nawet artykułu o nich i nie sądzę, aby w polskich szkołach policyjnych kiedykolwiek o nich słyszano.

 


1. Policja ma zapobiegać łamaniu prawa i porządku społecznego, nie ma służyć zduszeniu ich na zasadzie siły militarnej i represji prawnych.

Nic nie jest bardziej obce tej zasadzie, niż instytucja policyjnego prowokatora, który zajmuje się tworzeniem z niczego nowych organizacji terrorystycznych, które następnie rząd może w chwale kamer pokazać jako rozbite, albo który stara się w centrum gęsto zamieszkanego miasta wywołać zamieszki, które następnie pokaże TVN. Idea policji, która przestępców i przestępczość nie wykrywa (jak można to robić poprawnie wykorzystanym zakupem kontrolowanym), ale ją stwarza, jest czymś nowym i starym jednocześnie. Działaniem z pogranicza brudnej gry policji politycznych.

 

2. Policja musi rozumieć, że jej zdolność do wypełniania swoich celów i zadań jest całkowicie zależna od społecznej aprobaty jej istnienia, działań i zachowania, oraz od tego, czy potrafi utrzymać szacunek społeczeństwa.

3. Policja musi rozumieć, że zapewnienie sobie szacunku i aprobaty społeczeństwa oznacza również zapewnienie sobie jego współpracy w egzekwowaniu prawa.

Dwa powyższe punkty są dość mocno połączone i razem stanowią podstawę anglosaskiej koncepcji „policing by consent” – utrzymywania prawa za zgodą społeczeństwa. Policjantów jest bardzo mało. Ludzi, którzy popełniają przestępstwa jest dużo. Ludzi, którzy chcieliby popełniać przestępstwa, ale się boją, jest bardzo dużo. Ta ostatnia kategoria boi się tylko tak długo, jak długo wierzy, że ma przeciwko sobie całość społeczeństwa, z policją jako pierwszą linią oporu, a nie zaledwie garstkę skupionych na sobie samych bandziorów w niebieskich mundurach, którzy przez społeczeństwo traktowani są jako jeden z gangów. Utrata zaufania i wsparcia społecznego, której skutkiem jest ściana zaciętego milczenia przy próbie wykrycia dowolnego przestępstwa, to dla policji śmierć. W takich warunkach policja nie może funkcjonować. I nad tym, nad uniemożliwieniem sobie skutecznego funkcjonowania, polska policja pracuje z całej siły.

 

4. Policja musi rozumieć, że chęć społeczeństwa do współpracy z nią jest w odwrotnej proporcji do ilości używanych przez policję przymusu i siły. 

Ludzie współpracują z policją tylko tak długo, jak długo widzą policjanta jako kogoś podobnego sobie, zainteresowanego obroną zwykłego, szarego człowieka przed bandytami. Z chwilą, gdy policjant jawi się jako Władza, jako uzbrojony, brutalny funkcjonariusz, broniący nie obywatela przed przestępcą, ale władzy przed obywatelem, o współpracy można zapomnieć.

 

5. Policja powinna zdobywać sobie publiczną aprobatę za pomocą całkowicie obiektywnej służby prawu, bez patrzenia na obecną politykę państwa, czy jakość owego prawa, zachowując się przyjaźnie i służąc społeczeństwu bez względu na status społeczny i materialny jego członków, okazując humor i dobre wychowanie, w końcu ochoczo poświęcając zdrowie i życie w obronie zdrowia i życia obywateli. 

To może być dość kontrowersyjny punkt, ale warto go przemyśleć. Jego druga część jest oczywista, wracamy po raz kolejny do podkreślania cały czas, że policja to „my”, a nie „oni”. Ale początek, ten o służbie prawu bez względu na jego jakość? Otóż jeśli policja egzekwuje prawo jakie by nie było, razem z prawami niesprawiedliwymi, w sposób obiektywny i jeśli jest to widoczne dla wszystkich, wówczas odpowiedzialność za jakość prawa przenosi się na rządzących, którzy je stanowią. Problemy pojawiają się wtedy, kiedy policja wybiera sobie z istniejącego prawa co jej wygodne i implementuje je po swoim uważaniu (doskonały przykład w Polsce – całkowita, często bezprawna i zupełnie zdziczała wrogość policji wobec legalnych posiadaczy broni palnej i ludzi aspirujących do jej posiadania). Jeśli dochodzi do tego, jeśli policja egzekwuje prawo inaczej w środę a inaczej w sobotę, jeśli ten sam policjant zapomina w przedziwny sposób o prawie prasowym wobec dziennikarza TV Republika, ale przypomina je sobie w milisekundzie wobec dziennikarza TVN, policja – zupełnie słusznie – zostaje uznana przez społeczeństwo za organ prawo stanowiący. Prawo owo stanowi losowo, bez żadnej kontroli, po uważaniu, niemal zawsze „pod siebie”. Jest to absolutnie pewny sposób na stanie się „onymi”, a polska policja już dawno jest tak daleko za tą granicą, że nawet nie pamięta, jak ona wyglądała.

6. Policja powinna używać siły fizycznej wyłącznie wtedy, kiedy rada i ostrzeżenie okazały się być niewystarczające dla zapewnienia sobie współpracy obywateli w przywróceniu porządku prawnego, a wówczas używać wyłącznie absolutnego minimum siły fizycznej, niezbędnego dla realizacji celu.

Grupa osiłków w pancerzach bojowych wyłamuje nad ranem drzwi w domu Bogu ducha winnych ludzi. Kiedy mężczyzna trzymany jest przez kilku z nich przyciśnięty do podłogi, jeden z policjantów chwyta jego żonę za włosy i tłucze jej twarzą o ziemię, wyjąc, że jest kurwą, dziwką, szmatą i wybijając jej przy tym ząb. Następnie ta kobieta wleczona jest za włosy przez całe mieszkanie. W międzyczasie reszta bandytów w mundurach, najwyraźniej nie mogąc inaczej rozładować adrenaliny, demoluje mieszkanie. Rozwalają nawet ceramikę w łazience. Po wszystkim, kiedy okazuje się już, że z powodu swojej niekompetencji wpadli nie do tego mieszkania, do którego chcieli, ich rzecznik prasowy podaje do sądu dziennikarza, piszącego o tej sprawie.

Przebrany za cywila policjant dopada uciekającego przed nim człowieka. Nie przedstawia się jako policjant, nie pokazuje blachy. Zamiast tego zlewa kulącego się człowieka gazem pieprzowym, a następnie zaczyna go kopać po twarzy, najwyraźniej coraz bardziej wściekły, że ów człowiek swoją twarz zasłania rękami. Za napaść twarzą na but policjanta ów człowiek dostaje wyrok trzech miesięcy więzienia. Wchodzę potem na forum policjantów – około połowa wyraża dziką satysfakcję, jak ich kolega jakiemuś polaczkowi dopierdolił. Komentował nie będę, bo i po co?

 

7. Policja musi cały czas utrzymywać ze społeczeństwem stosunki, zgodne z tradycyjnym przekonaniem, że policja to obywatele, a obywatele to policja. Policjanci to wyłącznie zwykli obywatele, którzy pobierają wynagrodzenie za robienie zawodowo tego samego, do czego każdy obywatel jest zobowiązany moralnie kiedy ma po temu okazję, w celu utrzymania porządku społecznego i przestrzegania prawa. 

To jest chyba centralny, najważniejszy punkt zasad Peela, wokół którego orbitują wszystkie inne. Policjant nie jest Władzą, ani nawet jej przedstawicielem. Nie powinien, nie wolno mu myśleć o sobie jako o funkcjonariuszu Władzy. Policjant jest zwykłym obywatelem, który robi profesjonalnie to, do czego wszyscy obywatele są zobowiązani amatorsko. Mało jest zasad, które zostały we współczesnym świecie złamane tak brutalnie i bezwzględnie. Morderca, zwyrodniały gwałciciel, podpalacz, pedofil, nikt nie jest przez policję i aparat ścigania traktowany z tak dziką nienawiścią, jak obywatel, który zapobiegł przestępstwu – zwłaszcza, jeśli zapobiegł mu skutecznie, za pomocą broni. O ile bandyta i przestępca, napadający na kogoś w nocy może liczyć na lenistwo i tumiwisizm wymiaru niesprawiedliwości, o tyle broniący się przed nim obywatel natychmiast odczuwa pełną moc zmobilizowanego, wściekłego państwa. Policja zapewnia sobie korporacyjny monopol na nadzorowanie przestrzegania prawa i zwykłych obywateli, którzy próbują jej w tym pomagać traktuje tak, jak średniowieczna gildia traktowała partaczy, czyli rzemieślników, pracujących bez pozwolenia gildii.

 

8. Policja musi pamiętać o swojej roli jako narzędzia czysto wykonawczego. Nie wolno jej nigdy uzurpować sobie ról prawodawczych, albo sądowniczych, przynależnych państwu. Policja nie może brać na siebie roli oceniania winy i karania winnych.

Czyli policjant powinien profesjonalnie przeprowadzić areszt nawet w przypadku najbardziej zwyrodniałego i odrażającego bandyty, zapewnić przestrzeganie wszystkich jego praw, oprzeć się pokusie „wzięcia go pod but” i jakiegokolwiek szykanowania go i dostarczyć go wymiarowi sprawiedliwości pozbawionego jakichkolwiek powodów i pretekstów dla skarżenia się na proces, który go tam doprowadził. Nawet z czysto pragmatycznego punktu widzenia jest to sposób, zapewniający większą szansę na skazanie. Odwrotnością tego jest wytypowanie przez policję kogoś, kogo policja nie lubi (czy jest to autentyczny przestępca, czy bezczelnie się patrzący na policyjne bezprawie Grzegorz Braun, czy w końcu losowy, pijany poseł Wipler), skatowanie go jak gang zwykłych dresów, a potem wspólne kłamanie na temat bycia napadniętymi, a w końcu postawienie swojej ofiary przed sądem za zmyśloną napaść, aby jeszcze bardziej jej dołożyć.

 

9. Policja musi rozumieć, że dowodem jej skuteczności jest brak przestępczości i nieporządku prawnego, a nie spektakularne działania walczących z przestępczością policjantów.

Czyli – policja dobrze działa nie wtedy, kiedy zjeżdżając na linach z helikopterów aresztuje przedsiębiorcę, który nie chciał dać w łapę, ale wtedy, kiedy starsza pani nie boi się po zmroku iść do sklepu.

Analiza tego, dlaczego współczesne zachodnie policje depczą wszystkie te zasady i jak stały się „onymi”, broniącymi aparatu przemocy i ucisku przed „nami”, oraz jak doszło do tego, że interesy bandyty postawiono ponad interesami uczciwego obywatela, w końcu jak policja przekształciła się w po prostu jeden z gangów, to temat na osobny tekst – trochę potrwa zanim usystematyzuję swoje przemyślenia na tyle, żeby go napisać. Na razie zostawiam na tablicy te dziewięć punktów. Warto je znać.

Autor: 
ZZZ
Źródło: 
blogpublika.com

Reklama

plportal.pl