Straż Graniczna o 3 w nocy wyprowadziła 21-letnią kobietę z dwójką dzieci i odesłała do Rosji

Straż Graniczna utrzymuje, że musiała użyć gazu i kajdanek podczas interwencji w ośrodku dla cudzoziemców w Białej Podlaskiej. Strażnicy twierdzą, że zostali zaatakowali. A jak było naprawdę?

Co wydarzyło się w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców w Białej Podlaskiej? Straż Graniczna utrzymuje, że cudzoziemcy - w trakcie interwencji związanej z wydaleniem jednej z rodzin - zaatakowali funkcjonariuszy i dlatego ci musieli użyć gazu i kajdanek. W komunikacie Straży Granicznej można było przeczytać, że kilka osób przebywających w ośrodku utrudniało funkcjonariuszom wykonywanie czynności, próbując uniemożliwić im wyprowadzenie jednej z rodzin z ośrodka. "Trzech mężczyzn, obywateli Rosji narodowości czeczeńskiej, zachowywało się szczególnie agresywnie. Nie tylko grozili funkcjonariuszom, ale również dopuścili się wobec nich czynnej napaści" - podała Straż Graniczna.

W komentarzach pod tekstami o zajściu w ośrodku w Białej Podlaskiej pojawiają się słowa o "muzułmańskich terrorystach". Jak było naprawdę i o jakich "terrorystach" mówimy, rozmawiamy z szefem fundacji, która cudzoziemcom pomaga. Fundacja "Instytut na Rzecz Państwa Prawa"

TOK FM: Straż Graniczna w czwartek poinformowała, że cudzoziemcy w ośrodku strzeżonym w Białej Podlaskiej zaatakowali funkcjonariuszy, dlatego użyto gazu łzawiącego i kajdanek. Państwo jako fundacja otaczacie ochroną czeczeńskie rodziny w tym ośrodku, w tym rodziny, które uczestniczyły w tym zajściu.

Tomasz Sieniow, prezes Fundacji "Instytut na Rzecz Państwa Prawa", dr prawa, wykładowca KUL: Tak, to prawda. Są to osoby, którymi opiekujemy się w procedurach uchodźczych. I znając ośrodek w Białej Podlaskiej, do którego nigdy nie było zastrzeżeń - pewnie bym pomyślał, że wszystko to, co mówi Straż Graniczna, to prawda. Ale znamy tę sprawę z drugiej strony i dlatego wątpimy w informacje podawane przez Straż Graniczną.

Co zatem wiecie o tym zajściu?

To są jakby dwie równoległe, ale osobne sprawy. Pierwsza dotyczy 21-letniej matki z dwójką małych dzieci, która jeszcze przed zakończeniem procedury uchodźczej, przed możliwością złożenia skargi do sądu - została o 3 w nocy wyprowadzona z pokoju i bezprawnie deportowana do Rosji, mimo tego, że wciąż przysługują jej środki odwoławcze. Kobieta została wyprowadzona siłą, bo protestowała, a jej krzyki rozpoczęły cały tumult w ośrodku.

Rodzina miała pełnomocnika - była z nim w kontakcie?

Miała pełnomocnika, ale nie mogła się z nim w środku nocy skontaktować. Nie wiemy też, czy ktoś by jej na to pozwolił. W tej chwili jesteśmy już po rozmowie z nią - matka twierdzi, że gdy protestowała, zostały jej podane jakieś środki uspokajające, została wyprowadzona z dwójką małych dzieci i wywieziona do Warszawy, skąd odleciała do Moskwy. Ta sprawa jest według nas jednoznacznym naruszeniem prawa. Nie ma o czym mówić. Jest prawo, które mówi, że kobieta powinna najpierw dostać decyzje, które ma prawo zaskarżyć, a dopiero potem ewentualnie może być mowa o wydaleniu.

Czyli ona w ogóle nie miała decyzji o deportacji?

Nie miała nawet decyzji o zakończeniu postępowania uchodźczego. Także ta deportacja to było działanie przedwczesne - cztery etapy za wcześnie i to nas bardzo zdziwiło.

Powiedział pan, że od tej rodziny się zaczęło, bo w jej obronie chcieli stanąć inni.

Tak, zaczęli protestować jej sąsiedzi. I teraz o zaatakowanie funkcjonariuszy jest oskarżana inna rodzina, która tłukła w drzwi. Jest to rodzina po bardzo traumatycznych przeżyciach w Czeczenii. Jednoznacznie w oficjalnej decyzji potwierdził to szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Jest mowa wprost o torturach.

Czy takie osoby powinny zatem być w strzeżonym ośrodku?

Prawo zabrania przetrzymywania osób, co do których istnieje domniemanie, że doświadczały przemocy. A tu nie mamy do czynienia z domniemaniem, tylko z udowodnionym faktem. I te osoby, mając swoje trudne doświadczenia z przeszłości, zareagowały - jak sądzę - impulsywnie w sytuacji, gdy nie wiedziały, co się dzieje, a słyszały, że ktoś jest krzywdzony. Mężczyźni z tej rodziny twierdzą, że w chwili, gdy Straż Graniczna otworzyła drzwi, doszło do jakiejś szarpaniny, walki. Mówią, że zostali potraktowani gazem mimo, że w tym samym pokoju była ich mała córka czy siostra. Zostali skuci kajdankami i umieszczeni w izolatce.

I są tam teraz?

Nie, decyzją sądu przeniesiono ich do pomieszczeń o zaostrzonym rygorze w ośrodku w Przemyślu, czyli do aresztu deportacyjnego, gdzie ich prawa zostaną jeszcze bardziej ograniczone, podobnie jak ich wolność. A trauma może się jeszcze bardziej pogłębić. Dzieje się im - w sposób jednoznaczny - duża krzywda. Trzeba jak najszybciej zwolnić te osoby ze strzeżonego ośrodka. Zwróciliśmy się o wyjaśnienie tej sprawy do komendanta głównego Straży Granicznej. Jeśli doszło do przekroczenia uprawnień, naruszenia prawa, należy osoby, które za to odpowiadają, pociągnąć do odpowiedzialności. Inaczej, funkcjonariusze będą się czuć zachęceni do tego, by wobec cudzoziemców zachowywać się bardzo arogancko. A w ten sposób ostatnio zachowuje się także nasze społeczeństwo, moi koledzy, moi studenci.

Gdy dostał pan informację, że w Białej Podlaskiej doszło do poważnego zajścia z udziałem cudzoziemców, że chodzi o te rodziny, które znacie - jaka była pierwsza myśl w pana głowie?

Nie mogłem w to uwierzyć. Po pierwsze, my już wcześniej złożyliśmy wniosek o zwolnienie z ośrodka strzeżonego rodziny, która była w swoim kraju torturowana. I ten wniosek czeka na rozpatrzenie - dla całej 5-osobowej rodziny. Natomiast, jeśli chodzi o matkę z dwójką małych dzieci - to słychać komentarze o "muzułmańskich terrorystach", a to jest przecież samotna, bezbronna 21-letnia kobieta z dwójką malutkich dzieci. Trójka mężczyzn, którzy próbują jej pomóc - zostaje spacyfikowana z użyciem siły w sytuacji, kiedy oni w taki sam sposób byli traktowani w kraju, z którego uciekli. Zachowujemy się niestety nie lepiej niż funkcjonariusze resortów siłowych z Czeczenii. Różnica może być taka, że tamci mieli na głowach kominiarki.

W ilu aspektach - pana zdaniem jako szefa fundacji i jako prawnika - Straż Graniczna w tej konkretnej sytuacji złamała prawo?

Na pewno prawo złamano w dwóch przypadkach. Pełnomocnikowi tej matki z dwójką małych dzieci nie dostarczono decyzji, od której powinna mieć czas się odwołać do sądu administracyjnego. I wydalono kobietę z dziećmi w trakcie trwania procedury - to jest pierwszy, bezsprzeczny fakt. Drugi dotyczy rodziny, torturowanej w swoim kraju - te osoby nie powinny być przetrzymywane w ośrodku strzeżonym.

Państwo zajmujecie się pomaganiem cudzoziemcom od lat. W tej chwili widać, że zmienia się nastawienie pograniczników do obcokrajowców?

Wydawało mi się, że Straż Graniczna jest bardzo profesjonalną formacją. Zawsze uważałem, że funkcjonariusze są dobrze szkoleni i działają w interesie naszego kraju. Natomiast, w tej chwili zauważamy inne zachowania Straży Granicznej wobec cudzoziemców. I myślę, że Straż odzwierciedla tutaj nastroje społeczne. Być może funkcjonariusze czują dziś pewne przyzwolenie na to, by inaczej traktować cudzoziemców, którzy - jak to określa to rząd - są potencjalnymi terrorystami. I to już jest przyczyną, i będzie przyczyną wielu nieszczęść w przyszłości.

Autor: 
Anna Gmitrek - Zabłocka
Źródło: 
-------------

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:

plportal.pl