MOBBING, ZASTRASZANIE, KOLESIOSTWO, STATYSTYKI I W REZULTACIE BUNT POZNAŃSKICH POLICJANTÓW. WINNY NACZELNIK WYDZIAŁU ANDRZEJ HARWAN

Reklama

Mobbing, zastraszanie, kolesiostwo i statystyki - tak ma wyglądać sytuacja w referacie wywiadowczym Wydziału Zabezpieczenia Miasta Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. Czara goryczy przelała się pod koniec grudnia ubiegłego roku, gdy wśród policjantów doszło do buntu. Funkcjonariusze, tuż przed sylwestrem, grupowo rzucili zwolnienia lekarskie. Do dzisiaj płacą za to wysoką cenę.

W sylwestra 2017 roku 17 funkcjonariuszy referatu wywiadowczego przebywało na zwolnieniu lekarskim. Tego dnia mieli być w służbie. W ramach buntu wobec polityki swoich przełożonych w odstępie kilku dni kładli L-4. Powód? Ich zdaniem przełożeni dopuścili się mobbingu, a awanse uzależniali od kontaktów towarzyskich. Tylko od listopada 2017 roku do 1 maja 2018 roku z pracą w jednostce pożegnało się 11 osób - zostali przeniesieni bądź sami odeszli na emeryturę.

Do buntu miał doprowadzić szereg decyzji podjętych przez asp. sztab. Andrzeja Hawrana, który w 2017 roku zaczął pełnić obowiązki naczelnika wydziału. Jego pierwszym krokiem była wymiana kadry kierowniczej. Nowi przełożeni zaczęli m.in. przeciągać czas pracy policjantów.

- Jeśli szli na odprawę, to czasami czekaliśmy do 40 minut, by zdać broń do magazynu. Z poprzednią kadrą nie było takich problemów. Od jednego z nowych kierowników usłyszeliśmy, że jeśli myślimy, że jest ch..., to nim będzie - opowiada jeden z funkcjonariuszy. Priorytetem było "wyrabianie" statystyk. Nasi informatorzy twierdzą, że podczas grudniowej odprawy naczelnik stanowczo naciskał na poprawę „wyników”. To wprawiło w zdumienie policjantów, którzy miesiąc wcześniej mieli usłyszeć od przełożonych, że statystyki za 2017 rok mają prawie wypełnione. – W listopadzie wydano instrukcje, że mamy już około tysiąca zatrzymanych sprawców przestępstw – relacjonuje jeden z policjantów. – Usłyszeliśmy, żeby na siłę nikogo nie łapać, bo zawyżymy liczby i w kolejnym roku nasze cele będą jeszcze większe. Oczywiście, jak doszło do przestępstwa, to łapaliśmy sprawców, ale już nie zatrzymywaliśmy ludzi z własnej inicjatywy - na przykład, by sprawdzić, czy mają przy sobie narkotyki. Wcześniej mieliśmy takie wytyczne.

Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, potwierdza sylwestrową nieobecność policjantów, jednak uważa, że nie ma to nic wspólnego z sytuacją w jednostce. - W referacie wywiadowczym, tak jak w innych ogniwach, były przeprowadzane kontrole. Nigdy nie stwierdzono nieprawidłowości w kwestii funkcjonowania jednostki - informuje rzecznik. Wobec części policjantów wszczęto postępowanie dyscyplinarne i do dziś za bunt płacą wysoką cenę.

Autor: 
Z.B.
Źródło: 
głoswielkopolski/plportal.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:

Reklama

plportal.pl